niedziela, 30 czerwca 2013

#4 - Father

Od Autorki: Inspiracji na rozdział brak, pomysł nie nawiedził mnie we śnie, więc jest to nijakie, ale już nic na to nie poradzę. Nie chcę czekać nie wiadomo ile na pomysł, który może nie przyjść. Tak więc trzeba jakoś przełknąć ten rozdział, bo mam nadzieję, że następny będzie lepszy. W zakładce Rozdziały, będzie  pojawiać się nazwa następnego, więc mniej więcej będziecie wiedzieć, o czym on jest. Dodatkowo chcę dodać krótkie opisy rozdziałów, ale to jak będę miała trochę więcej czasu.
Jeśli ktoś chce być informowany, niech zapisuje się TUTAJ.

Chciałabym również, aby każdy czytający SKOMENTOWAŁ, podpisując się. To naprawdę dla mnie wiele znaczy.
Miłego czytania!




Jace's Pov.
Przekraczając próg przeklętego domu, Hayley zaprowadziła mnie do salonu, gdzie siedzieli nasi rodzice.
Na jej widok wstali; na twarzy ojca gościł uśmiech, ale wtedy mnie zobaczył.
Jego ciało zesztywniało, oczy otworzyły się szerzej, a tęczówki pociemniały. Mama zdawała się mnie nie poznawać, lub po prostu tak świetnie udawała.
Widziałem jak jabłko Adama ojca powoli się rusza, co oznaczało, że z trudem przełknął ślinę.
-Mamo, tato, to mój najlepszy przyjaciel, Jace.- Przedstawiła mnie Hayley, a ja delikatnie się uśmiechnąłem. 
-Dzień dobry.- Powiedziałem grzecznie, ściskając dłoń mamy, a następnie taty. Jego uścisk był niepewny, a dłoń lekko drżała.
-Jestem Emilly, a to mój mąż, Jeremy. - Przedstawiła kobieta, a ja skinąłem głową.- Chodźcie do stołu!- Zawołała, pchając moją siostrę w stronę kuchni.
Ja i ojciec zostaliśmy w tyle. Podążałem powoli za Emilly, ciągnąc ociężale stopę za stopą. Jeremy szedł za mną, ciężko oddychając.
-Hayely...- Zaczął nasz ojciec. Dziewczyna odwróciła się w jego stronę, patrząc spod uniesionych brwi.- Ja i twój przyjaciel za chwilę dojdziemy.- Uśmiechnąłem się do siebie, wiedząc, co się szykuje.
Ruszyłem za nim po schodach na górę, aby następnie znaleźć się w sypialni. Opadłem na łóżko, podczas gdy Jeremy zakluczył drzwi. Rozejrzałem się po pomieszczeniu, chłonąc każdy szczegół. Byłem tutaj drugi raz, a ten pierwszy pamiętam jak przez mgłę.
Na ścianach znajdowały się liczne zdjęcia rodzinne (oczywiście, beze mnie) oraz obrazy. Podłogę pokrywał puszysty, błękitny dywan, pod którym skrywały się jasne panele, a ogromne, miękkie łóżko razem z pościelą miało kolor ecri. Po jego obu stronach stały etażerki w kolorze camel, takim samym, jaki miała komoda na ubrania.
Zero wyczucia gustu.
Ojciec odchrząknął, a ja uniosłem na niego wzrok, spoglądając w taki sam kolor tęczówek, jak moje. Widziałem między nami wiele podobieństwa; sposób wymowy, postawa, kolor oczu i rysy twarzy. Nie chciałem być do niego podobny, w moich oczach był jedynie bezdusznym potworem, ale jednocześnie był moim ojcem, czego nie mogłem zmienić. Starałem się chociaż charakterem być inny, zwyczajnie nie być nim.
-Więc...- Zaczął niepewnie Jeremy, spuszczając wzrok na podłogę. Usiadłem, splatając dłonie i wbijając w niego na wpół wyczekujące i na wpół nienawistne spojrzenie. Podniósł głowę, przy okazji oblizując wargi. W jego oczach widziałem coś dziwnego, coś, czego nie było nigdy wcześniej. Smutek, skruchę. Zmarszczyłem brwi, nie do końca rozumiejąc.
-Jace... Jak? - Głos ojca drżał, na co prychnąłem.
-No jak to, jak? Normalnie.- Odpowiedziałem, niedbale wzruszając ramionami.
-Ale... Myślałem, że ty...
-Że nie żyję? - Dopowiedziałem za niego. Ostrożnie skinął, a ja zaśmiałem się gardłowo, choć bez krzty rozbawienia..- Co prawda, nieźle się mną zająłeś. Złamane żebra, krwotok wewnętrzny... Och i pęknięta czaszka! - Zawołałem entuzjastycznie. W oczach Jeremy'ego zalśniły łzy, co we mnie wywołało ogień. Gorący, wszechogarniający płomień nienawiści.- Ale znaleźli się ludzie, którzy mi pomogli.- Dopowiedziałem przez zaciśnięte zęby. Jego dolna warga zadrżała.
-Ja... Ja nie chciałem, żeby tak się stało.- Wyszeptał, ze wstydem spuszczając głowę. Moje zęby błysnęły w okropnym uśmiechu.
-Więc dlaczego mnie biłeś?- Spytałem wstając.- Dlaczego mnie wyzywałeś ? - Podszedłem do niego, chwytając mocno jego podbródek w palce. - Dlaczego, kurwa? - Krzyknąłem mu w twarz przez zaciśnięte zęby. Zamknął oczy, lecz jeszcze przed tym wypłynęły z nich łzy. Uderzyłem jego głową o drzwi, w końcu go puszczając.
-Nienawidzę cię. I zemszczę się.- Obiecałem. Jeremy ponownie otworzył swoje ciemne oczy, patrząc na mnie z czystym przerażeniem. Uśmiechnąłem się z satysfakcją.- Będę twoim najgorszym koszmarem. Będziesz bał się własnego cienia!
Jego Jabłko Adama poruszyło się, a pokój wypełnił dźwięk przełykanej śliny. Nagle wydawał mi się mały, to ja nad nim górowałem.
Przesunąłem go, otwierając drzwi i udając się do kuchni, gdzie Hayley razem z naszą matką nakładała na talerze w kwiatowe wzory lazanię. Uśmiechnąłem się do nich, pomagając rozstawić szklanki z pomarańczowym sokiem. Usiedliśmy do stołu, a chwilę później dosiadł się Jeremy, z lekkim, udawanym uśmiechem.
-Smacznego.- Powiedział cicho, po czym odchrząknął. Na mojej twarzy rozprzestrzenił się jeszcze większy uśmiech.
~*~
Po skończonym posiłku pomagałem Emilly z myciem naczyń, a Hayely wycierała stół. Jeremy zaś robił herbatę i szykował deser, z którym mieliśmy udać się do salonu.
Gdy Hay skończyła, podeszła do zlewu odłożyć ścierkę przy okazji z uśmiechem muskając mój policzek. Zaśmiałem się, a ona puknęła mnie w ramię. Wtedy rozbrzmiał dźwięk dzwonka u drzwi.
-Ja otworzę! - Oznajmiła ze śmiechem moja siostra.
-Okej! - Odpowiedziała równie entuzjastycznie mama, choć było to udawane. Gdy Hayley wyszła, Emilly cicho zwróciła się do mnie.- Nie wiem, co robisz, że jest taka szczęśliwa, ale dziękuję ci za to, synu.
Uniosłem wysoko brwi szoku. Myślałem, że ona nie wie.
Kobieta uśmiechnęła się do mnie ciepło, co ja odwzajemniłem.
Wtedy usłyszeliśmy krzyk Hayely.
-Zostań tu. - Nakazałem szeptem, sam ruszając w stronę wejścia. Po drodze ręką sięgnąłem broń.
Wyszedłem zza rogu, dostrzegając masywną postać ubraną w czarny płaszcz, naciągnięty na głowę kaptur i białą maskę na twarzy.
-Hayley, schowaj się.- Powiedziałem, nie spuszczając wzroku z „gościa”.- Czego chcesz?- Warknąłem. Postać zaśmiała się gardłowo, zmechanizowanym głosem, wywołując dreszcze wzdłuż mojego kręgosłupa.
-Daj dziewczynę, a nikt nie zginie. - Odpowiedziała postać, zimnym, spokojnym tonem.
-Po moim trupie.- Prychnąłem, celując bronią w jego głowę. Miałem obawy co do maski, lecz musiałem ryzykować.
-To da się zrobić.- Mechaniczny głos się zaśmiał, a ja nie czekając strzeliłem. Moje powieki nawet nie drgnęły, podczas gdy poczułem ból w uszach, spowodowany głośnym wystrzałem.
Postać padła na ziemię, a ja odetchnąłem, patrząc, jak wokół jego głowy tworzy się kałuża krwi.
-Jace... - Usłyszałem cichy głos mojej siostry z tyłu. Obróciłem głowę, wpatrując się w jej niespokojne, zielone oczy, które skierowane były w stronę martwej postaci. Schowałem broń do kieszeni, następnie podchodząc do siostry i zamykając ją w szczelnym uścisku.
-Widzisz? Nic ci nie grozi.- Zapewniłem, szepcząc wprost do jej ucha.
-Trzeba dzwonić po policję! - Krzyknęła Emilly, a ja wraz z Hayley spojrzeliśmy na nią, odrywając się od siebie.
-Nie.- Powiedział stanowczo Jeremy. Jego głos był zimny i odległy. Wszyscy spojrzeliśmy na niego, a on patrzył w przestrzeń. - Jace się tym zajmie.
Pokiwałem głową, wyciągając telefon. Wybrałem numer Liam'a i przyłożyłem komórkę do ucha.
-Halo?- Odezwał się Payne po trzech sygnałach.
-Mamy trupa.- Powiedziałem bez ogródek. Słyszałem, jak chłopak poprawia się na krześle, które wydało charakterystycznie skrzypnięcie. - W domu rodziców Hayley.
-Okej, przyślę kogoś. - Nie pytał o nic więcej, tylko się rozłączył. Schowałem telefon do kieszeni i spojrzałem na nich.
Wyraz twarzy Jeremy'ego był nieobecny, za to Emilly przerażony. Hayley spoglądała na mnie ze zmartwieniem, więc posłałem jej uspokajający uśmiech.
-Nic się nie stało.- Powiedziałem, delikatnie się uśmiechając.
Wtedy usłyszałem tykanie.
-Uciekajcie! - Krzyknąłem co sił w płucach, ponaglając ich gestem dłoni. Czas jakby zaczął płynąć wolniej, a wszystko spowodowane było przypływem adrenaliny w moich żyłach. Wszyscy ruszyli do wyjścia, a ja za nimi. Wybiegli tylnymi drzwiami, a gdy ja już przekraczałem próg, usłyszałem mechaniczny śmiech.
I wszystko wybuchło, wyrzucając mnie w powietrze.

4 komentarze:

  1. pisz dalej :) czekam z niecierpliwością :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne są te Twoje opowiadania pisz dalej :D

    OdpowiedzUsuń
  3. cudownie piszesz, chociaż to wiesz to to powtórzę.
    i będę powtarzać do usranej śmierci.
    bo to jest kuwa fakt.
    i NIE pozwolę Ci przestać pisać tego bloga.
    dziękuje za uwagę.
    pozdrawiam.`@Marthaa_Offical. xx

    OdpowiedzUsuń
  4. Jest to genialne opowiadanie, pisane przez genialną osobę.... Dawno nie komentowałam bo nie mogła znaleźć tamtego jak i tego bloga ;// Przepraszam bardzo xx

    OdpowiedzUsuń